Truyen2U.Net quay lại rồi đây! Các bạn truy cập Truyen2U.Com. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền mới này nhé! Mãi yêu... ♥

Lekcja Czternasta

     - Dambi? - wydusiłem, starając się złapać oddech.

     - Jin? - odpowiedziała równie zaskoczona Dambi.

     - Wy tutaj? - usłyszeliśmy głos koło nas.

     Oboje jak jeden mąż, zwróciliśmy się w stronę, kogo innego jak Hobiego. Światło dobiegające z ekranu oświetliło jego i jakąś dziewczynę.

     - Ten koń mnie wykończy - powiedziałem pod nosem.

     - Jestem dumny, hyung! - uśmiechnął się szeroko chłopak. - Oby tak dalej!

     Podniósł dwa kciuki do góry i po złapaniu swojej towarzyszki za rękę, poszedł do góry. Dambi zaczęła się śmiać, spojrzałem na nią i zdziwiony podniosłem brew. Nie rozumiałem co było śmieszne w zaistniałej sytuacji. Nie dość, że siadła mi na kolana sprawiając, że żołądek podszedł mi do gardła, to do tego Hobi widział nas razem.

     - Dobrze się czujesz? - zapytałem przechylając głowę.

     - Tak, tak - poklepała mnie po ramieniu. - Co ty na to, żeby darować sobie już ten film i pójść gdzieś indziej? Nie wiemy i tak o co w nim chodzi.

     - Wow - wydusiłem. - Czasem potrafisz użyć mózgu.

     Dziewczyna uderzyła mnie pięścią w klatkę i uśmiechając się wstała. Po tym jak zabrała z siedzenia swój płaszcz i kapelusz, złapała mnie za rękę i wyprowadziła niczym dziecko z sali.

     Nie wiedziałem czemu, ale uśmiechałem się przy tym jak głupi.

***

     Po wyjściu z kina, odetchnąłem pełną piersią. Nigdy nie lubiłem oglądać filmów w tak dużej sali z ogromną ilością ludzi. Dambi też szła zadowolona przed siebie.

     Byłoby w tym wszystko w porządku, gdyby nie fakt, że szła wolno.

     Bardzo.

     Wolno.

     Założone przez nią obcasy, idealnie spowalniały jej i tak już wolny chód. Zachciało mi się śmiać gdy pomyślałem o tym, że mógłbym zacząć się turlać, a i tak byłbym szybszy od niej.

     - Dumbi?

     - Co? - spytała odwracając głowę, jej okulary błysnęły w świetle słonecznym.

     - Po co ubrałaś takie buty? - wskazałem palcem na jej stopy. - Idziesz wolniej niż ta stara babka, co była w Harrym Potterze. Tylko balkonika ci brakuje.

     - Zamknij się - warknęła. - Starczy, że stopy mnie bolą, nie musisz mi przypominać o tym.

     - Kobiety - pokręciłem głową, na co ona z nerwami, przyspieszyła kroku, zostawiając mnie trochę z tyłu.

     Nie mogłem patrzeć na to jak szła i kiwała się na obie strony.

     - Będę tego żałować - powiedziałem pod nosem i złapałem ją za rękę.

      Dziewczyna otworzyła szeroko oczy i aż potknęła się o wystającą płytę chodnikową. Gdyby nie moja ręka trzymająca jej dłoń, wylądowałaby bez telemarku na ziemi. Zarzuciłem jej rękę na plecy i złapałem po boku, przybliżając ją do siebie. Dambi przez moment szła cicho, jednak aż słyszałem jak trybiki w jej mózgu zaczynają chodzić.

      - O czym myślisz? - spytałem spoglądając na jej naburmuszoną twarz.

     - Nie spodziewałam się tego po tobie.

     - Naprawdę?

     - Tak. Jednak nie jesteś tak idiotycznym i denerwującym gościem, za którego cię uważałam - powiedziała podnosząc głowę.

     Nasz wzrok skrzyżował się i tym razem ja o mały włos nie runąłem na ziemię. Co do cholery było nie tak z tym chodnikiem?

      Gdyby nie to, że Dambi złapała mnie w pasie, mój mózg sturlałby się do większego rynsztoku, niż był teraz. Dziewczyna zaśmiała się lekko pod nosem, posłałem jej pytające spojrzenie, na które ona w odpowiedzi pokręciła głową.

     Szliśmy w tej dziwnej pozycji dość długo, dziwnie było mi puścić to miejsce, w którym ją trzymałem, ona zaś szła szybciej i nie chwiała się na boki. Po przejściu przez jezdnię, kątem oka zauważyłem sklep obuwniczy. Przypomniały mi się słowa ojca, które powiedział przed wyjściem. Jakby z automatu, skierowałem się w stronę sklepu i, mając pytające spojrzenie Dambi na sobie, weszliśmy do środka.

     - Dzień dobry, w czym państwu pomóc? - powitała nas ciepło ekspedientka.

     - Dzień dobry, szukamy butów dla tej pani - skinieniem głowy wskazałem na dziewczynę, która mózg zostawiła przed wejściem i jak głupia stała z otwartymi ustami.

     - Jaki ma panienka rozmiar?

     - Trzydzieści siedem - wydusiła Dambi.

     - Już państwu przyniosę kilka par do przymierzenia.

      Uśmiechnąłem się do kobiety, widziała reakcję Dambi i zapewne sama oceniła, że dziewczyna raczej nie będzie szperać po sklepie i podejmować rozsądnych decyzji. Jej mózg wypłynął razem z Pepsi w toalecie w kinie.

     - Jin - powiedziała gdy usiedliśmy razem na ławce, która kończyła jeden regał z butami. - Co ty robisz?

     - Kupuje ci buty.

     - Ale dlaczego? - spytała ze łzami w oczach dziewczyna.

     - Bo chcę - odpowiedziałem jej stanowczo i podałem pierwszą parę, którą przyniosła ekspedientka.

     - To nie wytłumaczenie - mruknęła cicho Dambi.

     Siedziała z pudełkiem butów na kolanach i z tego co zauważyłem, nie chciała otwierać żeby zobaczyć zawartość. Pokręciłem głową i złapałem pudełko, po otworzeniu ujrzałem podobne buty do tych, które dziewczyna miała na nogach, z tym, że były na płaskim obcasie.

     - Bingo! - parsknąłem.

     - Naprawdę, martwię się o twój stan psychiczny.

     Dambi wyciągnęła rękę i po głaskała mnie po głowie. Spojrzałem jej w oczy, a ona w moje, jednak szybko speszona odwróciła wzrok. Uśmiechnąłem się na jej reakcję i zacząłem ściągać buty zaskoczonej tym co robiłem, dziewczynie.

     - Co ty robisz? - wydusiła, łapiąc mnie za nadgarstki.

     - Masz zawieszenie mózgu, chcę ściągnąć ci buty, żebyś ubrała te nowe.

     - Ha ha ha - zaśmiała się sztucznie. - Nie chcę nic od ciebie.

     - Dlaczego nie?

     - Wystarczy to co zrobiła twoja mama... - powiedziała cicho i spuściła głowę.

     - Co moja matka zrobiła? - podniosłem brew.

     - Nieważne. Możemy stąd wyjść? - spytała patrząc się na swoje dłonie.

     - Nie - odpowiedziałem stanowczo i delikatnie podniosłem jej głowę. - Co moja mama zrobiła?

     - Będziesz zły jak to powiem - odpowiedziała cicho. - Plus obiecałam, że nic nie powiem.

     - Już i tak wiem za dużo. Mów o co chodzi.

     - Pewnie zauważyłeś, że te ubrania co mam na sobie są za duże...

     - Nie mów, że-... - zacisnąłem pięść na pudełku od butów. Dziewczyna w odpowiedzi tylko pokiwała głową.

     Poczułem jak wszystko we mnie się zagotowało. Wiedziałem, że mama jest zdolna do różnych rzeczy, ale nie przypuszczałem, że nawet od tego. Dambi złapała mnie dłońmi za twarz i spojrzała w oczy. Nie mogłem rozczytać o co jej chodziło. Czy może uderzy mnie swoją głową, a może popchnie do tyłu. Kobiety były nieobliczalne, moja matka była tego doskonałym przykładem.

    Przygryzłem ze złości usta, na co Dambi lekko się uśmiechnęła.

     - A tobie co? - wydusiłem uwalniając się z jej dłoni. - Dlaczego we wszystkim znajdujesz powód żeby się uśmiechnąć czy zaśmiać? Nie widzisz co się dzieje i w  jakiej sytuacji jesteśmy teraz? W jakiej ja jestem sytuacji? - powiedziałem prawie krzycząc.

     - O co ci chodzi? - zapytała przechylając głowę.

     - O to, że mama znowu przekupiła kogoś, żeby się do mnie zbliżył! - wrzasnąłem, dziewczyna aż podskoczyła i zasłoniła mi usta dłońmi.

     Zdenerwowany złapałem ją za dłonie i gdy wstałem, podciągnąłem ją do góry. Bez słowa opuściliśmy obuwniczy i kierowaliśmy się do mojego samochodu. Serce biło mi tak szybko, jakbym przebiegł maraton. Dwa razy.

     - Jin, zwolnij - wyjęczała dziewczyna. - Moje nogi. Nadgarstek.

      Zatrzymałem się na chwilę, Dambi była cała czerwona na twarzy, spod okularów widziałem płynące łzy. Patrzyła na mnie przepraszającym wzrokiem i wycierała policzki rękawem od płaszcza.

     - Teraz będziesz ryczeć? - zapytałem powracając do chodu. - Ile ci zapłaciła? Trzy? Cztery miliony?

    - Trzydzieści - odpowiedziała cicho dziewczyna, na co ja znowu się zatrzymałem i odwróciłem w jej stronę.

     - Trzydzieści? - parsknąłem. - Trzydzieści!

     Puściłem jej nadgarstek gwałtownie, Dambi prawie straciła przez to równowagę, jednak było mi to obojętne. Spojrzałem w niebo i przygryzłem usta. Po raz pierwszy zacząłem cokolwiek czuć do drugiego człowieka i oczywiście musiało to być ustalone przez moją kochaną matkę. Dlaczego wcześniej się nie połapałem? Dlaczego nie dałem sobie z nią spokoju?

     Ze łzami w oczach spojrzałem na stojącą koło mnie brunetkę, która cicho pociągała nosem. Czułem do siebie obrzydzenie, niechęć, nienawiść. Mogłem przewidzieć to, gdy zobaczyłem, że Dambi mieszkała w takim starym domu. Matka chciała wzbudzić we mnie współczucie do niej. Ten facet co nas wtedy gonił, też musiał być wynajęty. Bylebym tylko poczuł to, że muszę ją chronić.

     Wszystko było pokręcone.

     Złapałem się za głowę i kucnąłem tam gdzie stałem. Chciałem wyrwać sobie włosy z głowy, chciałem pozbyć się wszelkich wspomnień związanych z dziewczyną.

     - Jin... - zaczęła.

     - Nie odzywaj się do mnie! - wrzasnąłem.

     - Przepraszam - Dambi wybuchła płaczem.

     Spojrzałem na nią jak na idiotkę. Dostała tyle pieniędzy, powinna się cieszyć z tego, że udało się jej mnie wrobić.

    - Potrafisz genialnie udawać - warknąłem wstając i podchodząc do niej.

     Chciałem jej coś zrobić, nie wiedziałem co. Ogarnęła mnie taka złość, że gdyby nie fakt, że była dziewczyną, oberwałaby ode mnie w twarz. Jak każdy chłopak, któremu mama zapłaciła, żeby się ze mną kumplował.

     - Jin. Wysłuchaj mnie, proszę - powiedziała cicho i spojrzała mi w oczy. - Na początku zależało mi tylko na pieniądzach...

     - Hahaha, a więc jednak - zaśmiałem się, a łzy popłynęły mi ciurkiem z oczu.

     - Słuchaj dalej, proszę - dziewczyna złapała mnie za policzki, jej ciepłe dłonie gładziły moją twarz. - Pamiętasz jak zdenerwowałam się na to, że chciałeś dać mi pieniądze i czekałam pod twoim domem?

     - Pamiętam aż za dobrze - wyszeptałem.

     - Tego dnia, oddałam wszystkie czeki twojej mamie. Nie chciałam od niej pieniędzy.

     - Mam ci wierzyć? - złapałem ją za nadgarstki i zabrałem jej dłonie z moich policzków. - Może mnie okłamujesz?

     - Nie - pokręciła głową. - Twoja mama może to potwierdzić, jej księgowa i notariusz też. Nie wzięłam tych pieniędzy.

     - Więc dlaczego dalej się ze mną trzymasz? - rzuciłem łapiąc ją za ramiona. Nachyliłem się do niej, nasze twarze były na równym poziomie. - Co, zmieniłaś zdanie?

     Dziewczyna pokręciła głową i uśmiechnęła się przez łzy. Znowu sytuacja kompletnie nie śmieszna, a ona się cieszyła. Kompletnie tego nie rozumiałem. Przybliżyłem się do jej twarzy i oparłem się czołem o jej czoło, zamykając przy tym oczy.

     - Nie zmieniłam zdania, Jin - wyszeptała cicho. - Zmieniło się to, co zaczęłam do ciebie czuć.

     Poczułem jak dziewczyna złapała mnie za brodę i złączyła nasze usta. Jak oparzony otworzyłem oczy i odskoczyłem od dziewczyny.

     - Wariatka - palnąłem odwracając się na pięcie i biegiem ruszyłem w stronę samochodu, zostawiając rozpłakaną Dambi za sobą.

_____
Hej ho, rozdział wstawiam dzisiaj bo nie wiem kiedy i czy będę miała czas na to w tym tygodniu 💔

Trzymajcie się 💜

[rozdział bez poprawek]

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen2U.Com