ROZDZIAL 2
Tori stała w cieniu kamiennych filarów, obserwując dziedziniec z góry. Mróz osiadał na jej skórze, a wiatr smagał odsłonięte fragmenty jej ubrań, ale ledwie to czuła. Była zbyt skupiona.
Niżej, na placu treningowym, Fatui wykonywali codzienne ćwiczenia – precyzyjne ruchy, kontrola oddechu, wyćwiczone ataki. W idealnym porządku. Żadnych zbędnych ruchów, żadnej chwili zawahania.
Nie tak jak ona.
Nadal czuła siłę Capitano w swoim nadgarstku, echo jego słów brzmiało w jej głowie.
Atakujesz jak ktoś, kto nie boi się śmierci.
Mogła się z tym nie zgadzać, mogła udawać, że to tylko kolejny komentarz, ale coś w nim sprawiało, że...
Zacisnęła pięści.
Nie mogła tego ignorować.
— Szukasz czegoś?
Znów ten głos.
Niski, pozbawiony emocji, a jednak ciężki jak ołów.
Tori nie drgnęła, ale jej serce przyspieszyło. Odwróciła się powoli.
Capitano stał kilka kroków od niej, jego sylwetka niemal stapiała się z mrokiem. Nawet bez hełmu zdawał się pozbawiony twarzy, jakby cień odmawiał mu wyrazistości.
— Obserwuję.
Nie musiała wyjaśniać więcej.
Capitano spojrzał na nią przez chwilę, jakby ważył jej słowa.
— Obserwacja to dobry pierwszy krok. Ale bezużyteczny, jeśli nie idzie za nim działanie.
Tori westchnęła cicho, spoglądając znów na plac.
— A co jeśli nie jestem gotowa?
Capitano nie odpowiedział od razu.
Podszedł bliżej, aż znalazł się tuż obok niej. Nawet przez zimowe powietrze czuła jego obecność – nie ciepło, ale ciężar.
— Nie jesteś.
Tori spojrzała na niego gwałtownie, a w jej oczach błysnęła iskra irytacji.
Capitano nie odwrócił wzroku.
— To nie znaczy, że nie możesz być.
Cisza.
Śnieg spadał między nimi, lśniące płatki topniały na czarnej zbroi Capitano, ale on zdawał się tego nie zauważać.
Tori zacisnęła usta.
Nie mogła powiedzieć, że się mylił.
— Więc... co mam zrobić?
Capitano spojrzał na nią jeszcze przez chwilę, a potem ruszył w stronę schodów.
— Przyjdź na plac o świcie. Pokażę ci.
Nie czekał na jej odpowiedź.
Zostawił ją w półmroku, z bijącym mocniej sercem i pytaniami, na które jeszcze nie znała odpowiedzi.
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen2U.Com