Truyen2U.Net quay lại rồi đây! Các bạn truy cập Truyen2U.Com. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền mới này nhé! Mãi yêu... ♥

ROZDZIAL 26

Zimne światło przesiąkało przez lodowe ściany Pałacu Zimy, gdy najwyżsi rangą Fatui ponownie zostali wezwani na audiencję. Atmosfera była ciężka – każdy wyczuwał, że w końcu zapadnie decyzja o kolejnym ruchu.

Tsaritsa siedziała na tronie, jej twarz była, jak zwykle, niewzruszona. Obok niej stał Pulcinella, trzymający w dłoniach kilka dokumentów.

— Nadchodzi czas, byśmy poszerzyli nasze wpływy — oznajmiła Tsaritsa, a jej głos brzmiał jak szelest lodowego wiatru. — Potrzebujemy czegoś więcej niż samych Gnosis, by zabezpieczyć naszą przyszłość.

Pulcinella odchrząknął i uniósł wzrok znad papierów.

— Nowe informacje wskazują, że w Fontaine istnieje starożytne archiwum, w którym przechowywane są zapiski dotyczące dawnych bóstw. Znajdują się tam również notatki o mechanizmach, które mogłyby posłużyć do kontroli energii Gnosis. Jeśli je zdobędziemy...

— Będziemy w stanie je wzmocnić — dokończyła Tsaritsa.

W sali zapadła cisza. Nawet Harbingerowie wyglądali na zaskoczonych. Fontaine było już pod wpływem Fatui, ale dostęp do ich najgłębszych tajemnic wciąż pozostawał poza zasięgiem.

— Przygotowaliśmy już grupę operacyjną, która uda się do Fontaine i odzyska te informacje — kontynuował Pulcinella. — Wybrani zostaną Tori, Arlecchino oraz dwóch oficerów wysokiego szczebla.

Tori zamrugała, ale nie dała po sobie poznać emocji. Oczekiwała, że zostanie wysłana na misję, ale...

Spojrzała w bok, na Capitano. Jego twarz pozostała niewzruszona, ale coś w jego postawie się zmieniło.

— A ja? — zapytał spokojnie.

Tsaritsa spojrzała na niego bez wyrazu.

— Potrzebuję cię tutaj, Capitano. Ktoś musi pilnować, by reszta Fatui była gotowa na kolejne ruchy.

Dla postronnych brzmiało to jak pochwała. Ale Tori widziała więcej. Capitano był potrzebny... ale tym samym został oddzielony od misji.

To było celowe.

— Wyruszacie za trzy dni — dodała Tsaritsa, a potem skinęła głową, kończąc spotkanie.

Rozstanie

Tori stała w bocznym korytarzu pałacu, patrząc przez oszronione okno na ciemne, lodowe niebo. Wiedziała, że Capitano prędzej czy później ją znajdzie.

Nie myliła się.

— Nie podoba mi się to — powiedział niskim głosem, stając obok niej.

— Też nie jestem zachwycona — przyznała, krzyżując ręce. — Ale to rozkaz.

Capitano milczał przez chwilę, a potem westchnął cicho.

— Fontaine nie jest tak brutalnym miejscem jak Natlan, ale nie jest też całkowicie bezpieczne. Strzeż się, Tori.

Spojrzała na niego z ukosa.

— Będę ostrożna. A ty? Co zamierzasz robić, kiedy mnie nie będzie?

— To, co zawsze — odparł sucho. — Dbać o to, by Fatui nie popadło w chaos.

Tori parsknęła cicho.

— No tak, niezastąpiony Capitano.

Patrzył na nią przez chwilę, a potem nieoczekiwanie podniósł rękę i lekko musnął palcami jej dłoń.

— Wracaj cała — powiedział cicho.

Tori czuła, jak coś ściska ją w środku. Nie lubiła rozstań. Nie lubiła zostawiać go za sobą.

Ale musiała.

— Ty też — odpowiedziała. A potem odwróciła się i odeszła.

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen2U.Com