ROZDZIAL 29
Pół roku.
To już pół roku, odkąd opuściła Snezhnayę.
Pół roku, odkąd ostatni raz widziała Capitano.
Pół roku, odkąd ostatni raz mogła usłyszeć jego głos.
Tori nie była osobą, która łatwo się rozklejała, ale ten czas naprawdę ją wyniszczał. Starała się skupić na misji, ale każda kolejna noc spędzona w Fontaine jedynie pogłębiała jej frustrację.
A teraz, trzymając w dłoniach list od Mitsuki, czuła, jak ta frustracja sięga zenitu.
"Cześć, Tori!
Misja zakończona sukcesem. Wróciłam już do Snezhnayi, wszystko poszło zgodnie z planem, choć było kilka niespodzianek. Columbina jak zwykle była... sobą. Chyba domyślasz się, co to oznacza. Nie mogę zdradzić szczegółów, ale powiedzmy, że nasza podróż do Inazumy nie była nudna. Mam nadzieję, że twoja misja w Fontaine idzie dobrze. Trzymaj się! Może jak wrócisz, to znowu zrobimy coś szalonego.
– Mitsuki"
Tori zmarszczyła brwi, wpatrując się w kartkę.
Sukces misji? Świetnie.
Żadnych szczegółów? Oczywiste.
Ale najgorsze było to, że Mitsuki mogła wysłać list.
A ona nie mogła dostać nic od Capitano.
Zacisnęła palce na papierze, aż niemal się pomiął.
— Dlaczego ta głupia Mitsuki może wysyłać listy, a ja nie mogę dostać chociażby jednego od Capitano?! — warknęła, ciskając kopertą o stół.
Najtłuściejszy fatui, który akurat przechodził obok, uniósł brew.
— Problem w raju?
— Zamknij się.
— Serio? — westchnął, siadając naprzeciwko. — Od miesięcy chodzisz wkurzona, a teraz znowu się nakręcasz. Myślisz, że Capitano nie chciałby się z tobą skontaktować?
— Więc czemu tego nie zrobił? — odpaliła natychmiast. — Mitsuki mogła, to czemu on nie?
Sasha podrapał się po głowie.
— Może dlatego, że Tsaritsa nie zabroniła kontaktu z Mitsuki, a z Capitano... może nie chciała ryzykować?
Tori przewróciła oczami.
— Tsaritsa Tsaritsą, ale on sam mógł coś wymyślić. To Capitano. Potrafi rozgrywać wojny, a nie potrafi znaleźć sposobu, żeby wysłać mi jeden, cholerny list?
Grubas Yukas śmiechnął się kpiąco.
— Albo po prostu nie chce.
Zanim zdążył się odsunąć, dostał w ramię pięścią.
— Weź goń się.
— Ał, Tori, no co ty. — Zaśmiał się, masując rękę.
Tori oparła czoło na dłoni, oddychając głęboko.
Nie powinna się tak denerwować.
Nie powinna...
Ale do diabła, czy Capitano naprawdę mógł przez te pół roku tak po prostu o niej zapomnieć?
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen2U.Com