ROZDZIAL 45
Tori stała w milczeniu, wpatrując się w Capitano, którego wyraz twarzy teraz był pełen frustracji i gniewu. Jego oczy błyszczały, a jego postawa była napięta, jakby trzymał się na granicy wybuchu.
— To niemożliwe... — szepnęła Tori, wciąż nie rozumiejąc. — Mówiłeś, że próbowałeś wysłać mi listy, ale ja nic nie dostałam...
Capitano zamknął oczy, jakby próbując się uspokoić. Wziął głęboki oddech i powoli usiadł na swoim fotelu, wskazując miejsce obok siebie.
— Nie wiedziałem, co się dzieje. — Jego głos brzmiał cicho, jakby chciał ukryć swoją frustrację. — Wysłałem je wszystkie. Prosiłem, żeby zostały dostarczone...
Tori poczuła, jak jej serce bije szybciej, ale nie z powodu radości. Teraz czuła się bardziej zagubiona niż kiedykolwiek.
— Ktoś cię oszukał. — Capitano kontynuował, wpatrując się w podłogę, jakby rozmawiał bardziej ze sobą niż z nią. — Ktoś musiał zablokować dostarczenie tych listów. Ale nie wiem kto...
Tori poczuła, jak ją zalewa fala emocji. Po tych wszystkich miesiącach czekania, po tych wszystkich wątpliwościach, które sama nosiła w sobie, teraz pojawiła się inna myśl. Kto mógłby to zrobić?
— Kto by to zrobił, Capitano? — zapytała, nie wiedząc, czy to była już desperacja, czy po prostu potrzeba odpowiedzi. — Kto miałby powód, żeby nas rozdzielać?
Capitano wzruszył ramionami, patrząc na nią z poważnym wyrazem twarzy.
— Istnieje wiele osób, które nie lubią widzieć nas razem. Myślą, że powinniśmy być... oddzieleni.
Tori zaniemówiła, zastanawiając się, kto w Fatui miałby takie intencje. A potem uderzyła ją myśl. Mitsuki.
Nie miała dowodów, ale serce mówiło jej, że to właśnie ona mogła być odpowiedzialna za wszystkie te zamieszania. Mówiła o tym tak niewinnie, ale w jej oczach było coś, co teraz wydawało się złośliwe. Może nawet... zazdrosne.
— Mitsuki... — wyszeptała, nie mogąc się powstrzymać. — Czy to ona?
Capitano spojrzał na nią, jakby rozważając jej słowa.
— Nie wiem. — Jego odpowiedź była cicha, a oczy wciąż pełne niepokoju. — To może być ona, ale równie dobrze ktoś inny. Wiesz, jak to bywa w Fatui. Wszyscy mają swoje tajemnice.
Tori poczuła, jak złość i rozczarowanie narastają w jej piersi. Całe to zamieszanie, cała ta rozłąka... okazało się, że ktoś w Fatui chciał ich rozdzielić. Ale dlaczego?
Miała ochotę wstać, wyjść stąd i udać się prosto do Mitsuki, żeby ją zapytać, ale powstrzymała się. To musiało być coś więcej. Jeśli byłoby to tak proste, nie mieliby teraz tego wszystkiego.
— Musimy dowiedzieć się, kto za tym stoi. — Tori powiedziała stanowczo. — Nie mogę pozwolić, żeby ktoś tak po prostu zniszczył to, co mamy.
Capitano spojrzał na nią z zaskoczeniem. To była ta sama Tori, która była niepewna, kiedy rozstali się na misji. Ale teraz coś się zmieniło. To, co się wydarzyło, połączyło ich jeszcze bardziej.
— Zgadzam się. — Capitano odpowiedział z wyraźną ulgą w głosie. — Zrobimy to razem.
Ich spojrzenia spotkały się na moment. Tori poczuła, jak ciepło ogarnia ją od środka. Był z nią. I to było najważniejsze.
Ale nie miała zamiaru czekać. Wiedziała, że muszą działać szybko. Zanim ktoś jeszcze zdoła wykonać kolejny krok przeciwko nim.
— Dziękuję, Capitano. — Uśmiechnęła się lekko, ale nie była w pełni spokojna. Nadal musieli dowiedzieć się, kto stał za tym wszystkim.
Capitano pokiwał głową.
— Zajmiemy się tym razem. Teraz, jak zawsze.
Tori poczuła, że jej serce zaczyna bić spokojniej. Wszystko, czego potrzebowała, to wiedzieć, że on jest przy niej. I że razem mogą stawić czoła wszystkim przeciwnościom, jakie Fatui miało dla nich w planach.
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen2U.Com