III
Pod wieczór do dormy wróciła reszta chłopaków. Ty w tym czasie siedziałaś w salonie na kanapie przytulona do swojego chłopaka i zapatrzona w jakąś dramę, która akuratnie leciała w telewizorze.
- Ładnie to tak witać hyunga? - usłyszałaś za sobą głos Rap Monstera - Może przedstawiłbyś mi naszego gościa? - zwrócił się do Jungkooka.
- Ah, wybacz hyung. - rzucił z przekąsem - Jak już pewnie zorientowałeś się, to jest Y/N. Moja dziewczyna.
- Miło mi poznać. - powiedziałaś i uścisnęłaś wyciągniętą w Twoją stronę rękę lidera.
- Mi również. Mów mi Namjoon. - uśmiechnął się i puścił Ci oczko.
- Hyung, ja to widzę. - stwierdziłaś, że zirytowany Kook wygląda zupełnie jak wkurzony królik.
- No i co z tego. - wzruszył ramionami i wyszedł z pomieszczenia kierując się zapewne do swojego pokoju.
Nawet nie minęła chwila kiedy do pokoju swoją głowę wsadził Jin.
- Cześć dzieciaki! Jak leci? A to pewnie jest Y/N? Miło mi Cię poznać. - nawijał jak katarynka, po czym pociągnął pare razy nosem - Czy wyście używali mojej kuchni? Jak coś mi zepsuliście to obiecuję, że osobiście nogi z dupy Wam powyrywam! - nic nie mówiąc pokazałaś palcem na ukochanego - A to on?! I jeszcze nie ma czelności się przyznać tylko wszystko na Ciebie zwala! Niewychowany dzieciak! Biegne sprawdzić jak się czuje moja ukochana, moje sanktuarium, moja samotnia! - i tyle go widziałaś.
- Dzięki paskudo. - chłopak dźgnął Cię palcem w bok.
- Polecam się. - uśmiechnęłaś się krzywo.
Siedzieliście jeszcze chwilę w ciszy, po czym usłyszeliście jak drzwi trzasnęły trzy razy. Chwila ciszy i nagle dziki ryk. Potem tylko przed waszymi oczami śmignęła rozmazana plama o jasnobrązowych włosach i poczułaś jak nieziemski ciężar wgniata Cię w kanapę.
- Y/N, ratuj mnie ratuuuj! Jak mnie Jimin dopadnie, to mnie zabije! - wykrzyczał Taehyung.
- Co żeś zmalował? - ciekawość zawsze u Ciebie wygrywa.
- No... Bo jak wychodziliśmy z treningu to poszliśmy pod prysznic... iiiiii - widać było, że chłopak nie chciał się przyznać do popełnionej zbrodni - No... zabrałem mu gacie i powiesiłem w holu... No, a że Jimin jest taki niski tooo... Trochę się naskakał po nie. - nie wierzyłaś w to co właśnie usłyszałaś. Ryknęłaś śmiechem i nie byłaś w stanie przestać.
Nagle poczułaś, że Tae wtulił się w Ciebie bardziej, ale i tak został zeszarpnięty przez zjawionego się znikąd Mina.
- A teraz zabiorę ci twoje gacie! Oddawaj! - Twoim oczom ukazał się okropny obraz Jimina siedzącego na V i próbującego ściągnąć mu spodnie. Oczywiście chłopak na spodzie rzucał się jak waleń na brzegu, niechcąc dopuścić do zdjęcia dolnej części garderoby.
Wyciągnęłaś nogę poza kanapę i szturchnęłaś nią szamoczącego się z portkami Mina.
- O! Y/N! Ty już tutaj! Cześć! - uśmiechnął się promiennie, tak bardzo, że aż jego oczy zamieniły się w cienkie kreseczki.
- Cześć, cześć. Jak chcesz go rozebrać - tu wskazałaś stopą wciąż leżącego Taehyunga - proponuje zrobić to gdzieś indziej. - poruszałaś znacząco brwiami.
- Faktycznie... Dzięki Y/N! - po czym pochylił się, chwycił zdziwionego chłopaka i przerzucił go sobie przez ramię jak worek ziemniaków i zadowolony wymaszerował z pomieszczenia.
Kook patrzył się na Ciebie jak sroka w gnat.
- No co? - zapytałaś.
- Nie skomentuje tego. A! Właśnie. Słyszeliśmy trzy trzaśnięcia. Pewnie Suga hyung też przyszedł i jestem pewny, że poszedł do siebie spać. On jest zawsze zmęczony. - zrobił minę zdegustowanej kaczki.
- Cześć! - usłyszałaś krzyk. Wrzasnęłaś krótko i podskoczyłaś w miejscu.
- Hobi hyung. Nie strasz jej. Wygląda jak wystraszona fretka. - ukochany zaczął głaskać Cię delikatnie po głowie.
- Ojej... Nie chciałem. - odparł smutnym głosikiem J-Hope.
- Luzik. Tylko następnym razem się tak nie skradaj. - spojrzałaś w miejsce gdzie stał, ale niczego już nie zobaczyłaś - On powinien nazywać się J-Ghost, a nie J-Hope. - burknęłaś - Idę po picie. Też chcesz?
- Nie, nie. Dzięki. - Jungkook uśmiechnął się kącikiem ust.
Po chwili kiedy wróciłaś do pomieszczenia ujrzałaś swojego chłopaka wyciągniętego na kanapie, który dziwnie rozradowany wpatrywał się w Ciebie.
- I jak Ci się podobają? Fajni są prawda? - podniecał się co raz bardziej.
- Bo ja wiem. Trochę dziwni są. - zgasiłaś go.
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen2U.Com