Diabelskie anielice
Zobaczyłem anioła, a potem drugiego i trzeciego, tak aż ujrzałem ich dziesięć. Moje oczy doznały blasku, tyle pięknych anielic, siadało zajmując wyznaczone miejsca przy stolikach. Dziesięć cudownych dziewcząt, a raczej kobiet skierowało dziesięć par oczu w moją stronę. Wyglądały naprawdę nieziemsko. Jeszcze piękniej niż na zdjęciach, które dołączyły do listów. Wcześniej gdy lecieliśmy, a lot był bardzo długi, otrzymałem trzydzieści sześć listów, które zostały wysłane jako zgłoszenia do programu. Te trzydzieści sześć kartek i tyle samo zdjęć reprezentowało taką samą liczbę różnych kobiet. Musiałem wybrać złotą dziesiątkę, z którą właśnie mogę się spotkać. Kandydatki już na swych miejscach lekko się uśmiechały. Zauważyły mnie to też co niektóra się speszyła. Ja stałem spięty nie mogąc w to uwierzyć, że one wszystkie są tu dla mnie. Przez chwile pomyślałem o dwudziestu sześciu zgłoszeniach, których nie wybrałem. Zrobiło mi się przykro, że nawet nie mogę im podziękować za wybranie mnie. Zwykłego chłopaka z koreańskiej wsi. Moje myśli przerwał głos prowadzącej.
- Witam drogie Panie. Jesteście tu ponieważ Pan Jung Hoseok dokonał wyboru i to właśnie z Wami pragnie się poznać.- nastała pauza i wszyscy bili brawo.
- Każda z Was spędzi z naszym uczestnikiem jeden dzień i przygotuje randkę. Chcemy abyście wybierając miejsce lub sposób spędzania wspólnego czasu zwróciły uwagę na pokazaniu piękna naszego kraju Panu Hobiaszowi. - ciągnęła dalej prowadząca.
Po jakimś czasie przestałem jej słuchać. Myślami wróciłem na farmę a później rozmarzyłem się na temat tych cudownych aniołków siedzących przed mną. Ocknąłem się kiedy znowu padło moje imię. Miałem coś powiedzieć. W samolocie nauczono mnie powitania po Polsku.
- Dzen dobly. - powiedziałem, a dziewczęta zapiszczały. - Miło Was poznać - kontynuowałem już po koreańsku a tłumacz im tłumaczył na język Polski.
Powiedziałem parę ciepłych słów zapewniając, że na pewno spędzimy razem miłe chwile. Na koniec prowadząca pożegnała się z widzami i nagranie się zakończyło. W końcu mogliśmy wrócić do hotelu i się wyspać. Jutro mam pierwszą randkę.
***
Pov Narrator
Na farmie Hobiasza dzień rozpoczął się jak co dzień. Jin tak jak obiecał zajmował się oborą przyjaciela i zwierzętami w niej mieszkającymi. Czym prędzej podał im pasze do karmników i nalał wody do poideł. Nasypał siana osłom i wypuścił konie na wybieg. Tata Jung od wczesnego ranka majsterkował przy maszynach. Jego małżonka w kurniku wybierała jajka na śniadanie. Miastowa para dogorywała jeszcze w łóżku. Jak to na wsi tu życie tętniło od wschodu słońca.
Do Jina zadzwonił telefon.
- Kogo to diabli niosą od rana. - wrzasnął.
Na wyświetlaczu widniał koński łeb.
- No hallo Hoseok, co tak wcześnie dzwonisz? - wypalił.
- Cześć Jin, wiedziałem, że już nie śpisz więc pozwoliłem sobie zatelefonować. Yoongas zapewne przewraca się na drugi bok, a ja mam problem. - odpowiedział mu przyjaciel.
- Co się stało? Polskie łanie już się oświadczyły czy może.. yyyy zgwałciły Cie? - zaśmiał się Jin.
- Jin na Boga! Weź, ja mówię poważnie. Pomóż przyjacielu. Mam dziś pierwszą randkę z jedną kandydatką. Czeka mnie dziesięć takich randek. - opowiadał Hobiasz.
- No to dobrze, gdzie tu widzisz problem? - przerwał mu starszy.
- Ale co ja mam robić na tych spotkaniach? Stary ja nigdy nie byłem na randce.. - głos młodszego przycichł.
- Eh Hobi no nic nie robisz, zachowuj się normalnie znaczy bądź sobą. Nie rzucaj się na nie ani też nie uciekaj. To samo przyjdzie i będziesz wiedział jak zachować się w danej sytuacji. - instruował Jin.
- Taa, a o czym mam z nimi rozmawiać? Nie znam Polskiego, one zapewne Koreańskiego też nie. Wiesz dobrze jak kaleczę angielski. - Hobiasz dalej marudził.
- Przestań wymyślać, na pewno sobie poradzisz. Jesteś dużym chłopcem. - starszy się trochę irytował. - Po za tym skoro u nas jest 6 rano to Ty powinieneś tam właśnie spać..
- No dobrze.. już dobrze, jakoś spać nie mogę bo się stresuje.. a jak Monsterek i Kookieś? - zapytał brunet.
- No Kookie dobrze, zdążył już napastować Jimina. Do Monstera właśnie idę. - odpowiedział blondyn otwierając drzwi swojej obory.
- Jak to napastował? Biedny, Jimin pewnie jeszcze bardziej go nienawidzi. - rozczulał się Hobiasz.
- Aaa długa historia, w każdym razie kicaj polizał jego pośladki, przejdzie mu. - Jin prawie wypuścił telefon stając przed buchtą Monstera. - Musze kończyć.- dodał.
- Coś się stało? Coś z moim Monsterkiem? - Hobi się zaniepokoił.
- Nie wszystko dobrze, jest głodny. Musze mu dać jeść i potrzebna mi jest druga ręka. Porozmawiamy później. - starszy się pożegnał i szybko rozłączył był bowiem świadkiem chwili, której wcale nie chciał oglądać.
- Monster Ty ogierze ale kto Ciebie tu wpuścił piękna, to sie porobiło. Ciekawe co zrobimy z małymi Monzurkami. - Jin mówił tak do siebie gdy na jego oczach obie świnki nieźle się bawiły.
Szybko rozdzielił zwierzęta, zaganiając Azurę do jej boksu. Poczęstował wieprzowinę przygotowaną wcześniej kiszonką oraz paszą. Jin nie zapomniał również o najważniejszym czyli o wodzie, którą uzupełnił w poidłach obu świń.
***
W domu Państwa Kimów panowała grobowa atmosfera.
Po nocy z królikiem Kookiem na śniadanie zszedł Jimin z miną obrażonego francuskiego pudelka. Nie odzywał się do nikogo trzaskając czym się da.
- Może już byś dał spokój i nie użalał się nad swoją dupą! - krzyknęła przez śmiech Jina - u Hobiasza trzeba przygotować zboże do odbioru dla kupca. - dodała.
- Odwal się od mnie. - mruknął Chim.
- Synku nie mów tak do siostry! - upomniała mama.
- A dajcie mi wszyscy święty spokój. - Rudzielec chwycił kanapkę w rękę i wybiegł z domu.
Pani Kim i Jina popatrzyły na siebię zdziwionym wzrokiem.
- Nie martw się mamo, przejdzie mu. - powiedziała.
- On jest taki wrażliwy, odpuście mu z Jinem trochę. - poprosiła mama.
- Spokojnie mamo to nasz brat, nie zrobimy mu krzywdy. - uśmiechnęła się Jina. - A mamo bo ja mam takie pytanie, w sumie to wiem, że czas może nie najlepszy ze względu na Jina i Eul ale ja już chciałabym Wam kogoś przedstawić. Mogła bym przyprowadzić mojego chłopaka na kolację? - zapytała.
- Córciu no pewnie, przyprowadź dziś Taesia na kolację, przygotuję coś specjalnego. - ucieszyła się mama wprawiając Jinę w osłupienie. - Ale powiedz mi kochana co z Jinem i Eul? - dodała zmartwiona.
- Mamo ale skąd.. Jak...eh.. Nie nic tak mi się tylko powiedziało, nic nie wiem. - mieszała się najmłodsza z pociech.
- Jina Ty coś ukrywasz! - lekko podniosła głos Pani Kim.
- Oj no mamo, nie mogę Ci powiedzieć.
- Córciu mów! - mama nie odpuszczała.
- Eh.. - westchnęła Jina - Eul zerwała zaręczyny z Jinem. - powiedziała na jednym wydechu.
- Co! - krzyknęła rodzicielka. - Ale jak to? Co się stało? - dopytywała.
- Mamo nie znam szczegółów i nie pytaj też Jina bo on musi w spokoju się pozbierać. Podobno Eul poznała kogoś tam na studiach i się zakochała. - wyjaśniła młoda.
- Mój biedny syneczek Cierpi a ja nie mogę mu pomóc. - lamentowała Pani Kim.
- Mamuś już jest dużo lepiej. Za jakiś czas zapomni o niej. - przekonywała Jina.
- Córciu sama wiesz jakimi wrażliwcami są Twoi bracia. Musimy Jinowi szybko znaleźć inny obiekt zainteresowania. Eul przecież będzie do rodziców przyjeżdżać więc będą się widywać to mu nie pomoże zapomnieć. - martwiła się dalej mama. - Ostatnio z Panią Jung rozmawiałyśmy na temat organizacji wesela. Nic nie mówiła, że jej córka takie rzeczy..- dodała.
- Ona też nie wie i niech tak zostanie. Eul sama musi powiedzieć swoim rodzicom co nawywijała. - powiedziała stanowczo Jina. - A wracając, skąd wiedziałaś, że chce przyprowadzić Tae na kolację? - zapytała.
- Bo mama wszystko wie kochanie. - zaśmiała się Pani Kim. - Przecież wiesz, że znam się bardzo dobrze z mamą Taehyunga. W środowe popołudnia razem szydełkujemy pijąc kawę, a w piątki jeździmy na giełdę kwiatową. Już od dawna wiemy, że macie się ku sobie i regularnie widujecie w Seulu. Tak znam sekret Tae. Jego mama mi opowiedziała wszystko łącznie z tym, że V przestał nocować po za domem i sporządniał od kiedy się spotykacie. Ja się z tego bardzo cieszę. W głębi czułam, że to dobry chłopak. - mówiła dumnie.
- Uff ułożyło mi mamo. Bałam się, że nie zaakceptujesz mojego wyboru. Ja go bardzo kocham. I tak wiem ma bogatą kartoteke jeżeli chodzi o dziewczyny ale ma to coś co nie pozwala mi z niego zrezygniwać. Mam nadzieję, że tata też go zaakceptuje łącznie z moimi braćmi, którzy zabronili nam się spotykać. - wyżaliła się Jina.
- Tatę zostaw mnie kochanie. Jin i Jimin za bardzo Cię kochają żeby się sprzeciwiać, ulegną gdy zobaczą, że jesteś szczęśliwa. - poklepała po ramieniu Córķę.
- Jestem mamusiu, bardzo. - Jina otuliła mamę mocnym uściskiem. - Idę do mieszczuchów może MaRaa pomoże mi z tym zbożem dla kupca. - mówiąc to młoda zniknęła pędząc na posesję Jungów.
***
Pov Tae
Jak codzień razem z tatą doglądałem kurczaki. Właśnie karmiliśmy pisklaki całkiem niedawno przybyłe do naszego stada, gdy zadzwonił telefon. Wyświetlacz telefonu zdradził, że to Jina, przeprosiłem tatę i odebrałem.
- Hallo Jina, czy coś się stało? - zapytałem.
- Dziś godzina dziewiętnasta u mnie. Ubierz się ładnie, weź butelkę wina i kwiaty dla mojej mamy. Zjemy razem kolację. Kocham Cię. - powiedziała szybko i się rozłączyła.
Nie zdążyłem nic odpowiedzieć kiedy w słuchawce zabrzmiał krótki sygnał rozłączonej rozmowy. Stałem z telefonem w dłoni dobre 10 minut analizując to co właśnie powiedziała Jina. Nagle do mnie dotarło. Zaraz chwila czy ona chce mnie oficjalnie przedstawić? W głowie miałem jeden obraz walącego mnie po głowie Jina, kopiącego mój zadek Jimina oraz wywalającego mnie z ich domu na zbity pysk Pana Kima. Oj coś czuje, że żywy to ja dziś nie wrócę. Jednak za bardzo zależy mi na Jinie aby odpuścić i uciekać. Wróć, czy ona powiedziała, że mnie kocha? Tak ona mnie kocha. Moje serce krzyczało wewnętrznie z radości. Podbiegłem do taty i podniosłem go kilka centymetrów do góry szczerząc się przy tym jak Gumiś na widok soku z gumijagód. Tańczyłem w kółko skacząc jak szalony aż nie dostałem w czape od taty abym już wrócił do pracy. Sprowadziło mnie to na ziemię. Teraz zacząłem się denerwować czy pozwolą mi spotykać się z Jiną.
***
Pov Hobi
Po rozmowie z Jinem starałem się zasnąć. Było coś koło pierwszej w nocy jak nagle dopadł mnie sen. Stres i zmiana czasowa nie służyły mi. Gdy już udało mi się spać naprawdę dobrze, moja stylistka bez skrupułów mnie obudziła. Ledwo otworzyłem oczy a nad mną stała manikiużystka, wizażystka i fryzjer. Marlena, bo tak na imię miała moja królowa szafy, przygotowała mi ciuchy, które miałem założyć na pierwszą randkę. To kompletnie nie mój styl. Czarne dżinsy i zielona rozpinana koszula i do tego szara marynarka. Dobrze, że nie wymyśliła jakiegoś krawata. Nie lubię takiego eleganckiego stylu. Śniadanie jadłem w biegu pomiędzy make upem a krótką rozmową z tłumaczką Asią. Będzie mi towarzyszyła na wszystkich randkach. Wsiedliśmy z całą ekipą do czarnego Vana i znowu droga do studia. Tam już czekała na mnie pierwsza kandydatka Karolina. Wiem, że ma 22 lata i długie blond włosy oraz, że mieszka w stolicy. Asia przedstawiła nas sobie. Karolina zaproponowała spacer po łazienkach. Po kilku minutach oraz instrukcji od prowadzącej program z tłumaczką i kamerzystą pojechaliśmy do tych łazienek. Swoją drogą co ona widzi fajnego w oglądaniu toalet? Droga minęła nam raczej w ciszy. Ja byłem bardzo zestresowany i zawstydzony, a Karolina uśmiechała się i ciągle na mnie patrzyła. Ma bardzo ładny uśmiech i piękne niebieskie oczy. Zupełnie inna jak kobiety w Korei. Dotarliśmy na miejsce, tylko ja tu nie widzę żadnych łazienek. Nagle tłumaczka zaczęła opowiadać co to jest za miejsce. Dowiedziałem się ciekawych rzeczy. Przepiękny ogród, którym teraz szliśmy, na pewno spodobał by się mojej mamie. Jest tu tyle ciekawych roślin.
- I jak Ci się podoba w naszym kraju Hobi? - zapytała Karolina, a Asia szybko tłumaczyła.
- Jest pięknie. - odpowiedziałem.
- Wiesz od dawna interesuje się Koręą, studiuje koreanistykę, marzyłam aby się dostać na wymianę studencką, ale mi się nie udało. - posmutniała.
- A dlaczego właśnie mój kraj tak Cię fascynuje? - zapytałem z ciekawości.
- Gdy byłam dorastającą dziewczynką, mój tata mnie tam zabrał. To była nasza ostatnia podróż. Kilka miesięcy później, zmarł. Mimo to bardzo mi się spodobało w Korei. Obiecałam sobie i tacie, że jeszcze kiedyś tam wrócę. - opowiedziała mi swoją historię.
- Oh, bardzo mi przykro z powodu Twojego taty. Nie poddawaj się bo warto wierzyć w marzenia. One się spełniają jeśli tego bardzo, ale to bardzo chcesz. - próbowałem ją pocieszyć, widząc, że jej piękny uśmiech zniknął z twarzy. Chyba mi się udało bo znowu była pogodna.
Po dość długim spacerze, poszliśmy do restauracji na kolację. Przez cały czas stosunkowo nam się dobrze rozmawiało. Nawet przestała mi przeszkadzać obecność tłumaczki i kamerzysty. Muszę przyznać, że Karolina wybrała piękne miejsce. Nie umiem nazwy tej restauracji ale klimat był naprawdę zniewalający. Nasz stolik mieścił się na tarasie, dokładnie w jego centrum. Wśród zieleni i przepięknym widokiem na całą Warszawę. Nad stolikiem wisiały kwiatowe girlandy, a na nim stały świece. W rogu opatulona krzewem róż, stała huśtawka taka dwuosobowa. Karolina zamówiła krewetki, ja natomiast stek. Jedliśmy popijając wino w asyście zachodzącego słońca. Nigdy nie czułem się tak dobrze, ani nie doświadczyłem tak miłych rzeczy. Nie potrzebnie się denerwowałem przed spotkaniem. Gdy skończyliśmy posiłek, przenieśliśmy się na huśtawkę. Nad Warszawą panował już zmrok, tylko światła latarni oświetlały ulice. Opowiadaliśmy sobie nawzajem nasze dzieciństwa.
- Ale, że koń? Dlaczego oni mówią na Ciebie Koń? - zapytała nie ukrywając przy tym śmiechu.
- Mój artystyczny pseudonim to Jhope. Moi przyjaciele przeinaczyli to w jhorse i tak o to wyszło Koniu. - odpowiedziałem sam śmiejąc się w głos.
Chwilę później poinformowano nas, że randka dobiega końca. Jak gentleman poprosiłem aby odwieść Karolinę pod dom by nie wracała sama. Gdy jej dziękowałem za wspaniały dzień, pocałowała mnie w policzek, żegnając się przy tym i weszła do domu a ja stałem sparaliżowany.
***
Pov Tae
Godzina "0" zbliżała się nieubłagalnie. Skończyliśmy z Tatą pracę na dziś. Popedziłem niczym pendolino pod prysznic. Owinięty w ręcznik stanąłem przed szafą. Nie mam sie w co ubrać, pomyślałem. Na codzień chodzę w luźnych spodniach i koszulkach oraz bluzach z kapturem, a to sie nienadaje na uroczystą kolację. Wtem do pokoju weszła mama w dłoni trzymając błękitną koszulę i szarą marynarkę.
- Masz synu, powinno pasować. - podała mi ubrania. - No co tak patrzysz, musisz jakoś wyglądać na kolacji z rodzicami swojej dziewczyny, a nie tak jakbyś dopiero co wyszedł z obory. - dodała.
- Dzięki mamo. - nic więcej nie mówiąc poszedłem się ubrać.
Czarne jeansy oraz czarne lakierki dopieściły mój image.
Ależ jestem przystojny. - żekłem sam do siebie patrząc w lustro. Odgarnąłem włosy do tyłu i założyłem ulubiony kolczyk w prawe ucho. Parę błyskotek na palce i byłem gotowy. Z ogrodu mamy wybrałem kilka róż, robiąc z nich dwa ładne bukieciki. Czerwone dla Jiny bo to kolor miłości. Mama zawsze zwracała tacie uwagę gdy przynosił jej białe, więc nie dało się tego nie zapamiętać. Dla Pani Kim będą herbaciane. Tata w piwnicy posiada swoją mała kolekcję win, mam nadzieję, że nie zauważy iż jednej butelki brakuje.
- Powodzenia Tae! - zawołała mama gdy wsiadłem do auta.
Kiwnąłem na znak, że dziękuję i pojechałem. Po drodze chyba ze trzy razy chciałem zawrócić. To wynik silnego stresu. Tylko wtedy u Jiny nie miał bym żadnych szans. Gdy tak myślałem, dotarłem na miejsce. Zabrałem z auta wino i kwiaty i krokiem skazańca ruszyłem pod drzwi.
- O cześć Taeś, coś Ty sie tak wystroił jak stróż w boże ciało? - drzwi otworzył mi Jin.
- Część, ja..ja. - głośno przełknąłem ślinę.
_________________________________________
Witajcie żuczki po bardzo długiej przerwie. Proszę o przebaczenie, niestety życie nie zawsze układa się jak byśmy chcieli. Będę starała się kontynuować to opowiadanie by je skończyć. Miłego czytania. 😊
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen2U.Com